Henryk Kowalczyk: wiele innych zjawisk

(30 pkt.)

Nauka dysponuje wieloma dowodami na to, że współczesne ocieplenie klimatu jest praktycznie w całości spowodowane przez człowieka. Znane są również ilości dwutlenku węgla emitowane i pochłaniane przez poszczególne elementy systemu klimatycznego Ziemi (przykładowo, emisje CO2 z wulkanów są ponad 100 razy mniejsze niż te powodowane przez człowieka a roślinność i oceany pochłaniają więcej CO2 niż emitują). Dlatego słowa Ministra Środowiska Henryka Kowalczyka, które padły w TVP Info, zasługują na uwzględnienie w naszym plebiscycie.

Uzasadnienia

Piotr Tyszko-Chmielowiec - 01-02-2019 22:07
Od ministra środowiska oczekuje się że będzie się znał na sprawach środowiska. No ale jest jak jest...
Tomasz Zborek - 01-02-2019 20:05
Emisja dwutlenku węgla z wszystkich wulkanów to obecnie mniej niż 1 % emisji spowodowanej przez człowieka.
Przemek Bartos - 01-02-2019 19:58
Głupszej wypowiedzi nie ma
Wiktoria Affek - 01-02-2019 10:05
Nawet dzieci wiedzą, w jaki sposób działania człowieka wpływają na klimat i w jak znacznym stopniu ten klimat się zmienia, toteż słowa pana Kowalczyka to po prostu stek bzdur.
Piotr Więckowski - 31-01-2019 10:21
Henryk Kowalczyk z uwagi na piastujące stanowisko nie powinien mylić się w podziale wielkości emisji gazów cieplarnianych. Zwłaszcza set-krotnie.
Sebastian Sturgulewski - 29-01-2019 17:40
Argument o wulkanach jest dość popularny wśród osób kwestionujących wpływ działalności człowieka na ocieplanie klimatu i ... dość przekonywujący. Dopiero zestawienie własnego przekonania z danymi obliczonymi przez naukowców, obala ten mit zagnieżdżony w głowie. Powtarzanie mema o wulkanach przez ministra środowiska, który powinien w sprawach środowiska być pewnego rodzaju autorytetem wolnym od przesądów, jest bardzo nieodpowiedzialne i powinno spotkać się z naszym oporem.
Lidia Wojtal - 28-01-2019 08:43
Pan Minister, w którego kompetencjach znajduje się realizacja polskich zobowiązań wzgledem ochrony klimatu raczy powątpiewać w antropogeniczny charakter tych zmian - a zatem w podstawę całej Konwencji klimatycznej, której Polska jest stroną i której przewodzi jako Prezydencja COP24. Do tego stosuje wyświechtane hasło-wytrych o wulkanach. Ileż można?
Janina Konarska - 28-01-2019 01:46
A już myślałam, że minister Szyszko pobił wszelkie rekordy jeśli chodzi o ignorancję i brak kompetencji w swojej dziedzinie...
Kuba Goryca - 27-01-2019 23:45
Poraża tak totalny brak kompetencji i wiedzy na temat zmian klimatu u MINISTRA ŚRODOWISKA !
Beata Karwot - 27-01-2019 15:18
Wypowiedź pana ministra Kowalczyka bezbłędnie wpisuje się w metodę siania wątpliwości, od wielu lat stosowaną z powodzeniem przez tak zwanych „sceptyków”. Kilka dekad temu twierdzili oni, że zmian klimatu nie ma, a sławny wykres kija hokejowego to artefakt, wynikający z błędnych pomiarów czy założeń metodologicznych. Kiedy zmiany klimatyczne zaczęły bić po oczach, zaczęli twierdzić, że, owszem, klimat się zmienia, ale nie z powodu działalności ludzi. Dzisiaj coraz trudniej ukryć antropogeniczność tych zmian, więc „sceptycy” zaczynają „dowodzić”, że co prawda człowiek ma wkład w zaburzenia klimatu, lecz jest on znikomy, niewielki albo nieokreślony ilościowo. To ostatnie twierdzenie (w które wpisuje się wypowiedź pana ministra), jest wyjątkowo szkodliwe i trudne do wykorzenienia ze świadomości społecznej, ponieważ niejako „nakłada się” na metodologię nauk przyrodniczych, na prawdziwy naukowy sceptycyzm. Każdy naukowiec musi być sceptykiem, aby móc falsyfikować czy weryfikować hipotezy. W zasadzie większość metod nauk przyrodniczych (oraz ich matematycznego aparatu) bazuje na sceptycyzmie, choćby metoda ślepej próby, zbioru kontrolnego, podwójnych anonimowych recenzji, kilku niezależnych badań i tym podobne. Przy tym każda teoria jest otwarta na modyfikacje, uzupełnienia – konsensus naukowy na ogół nie wymaga uzyskania 100% zgodności wyników. I tu się otwiera pole do popisu „sceptyków”: jeśli trochę nie wiemy, to znaczy, że nic nie wiemy, jeśli nauka nie wie czegoś na 100% - to znaczy, że nie ma prawa udzielać rad ani wskazówek, bo jest tylko dywagacją. Co ci naukowcy wiedzą, jeśli z głupim cholesterolem się pomylili – to klimat potrafią opisać? Wolne żarty. Dodam, że moim zdaniem łatwiej było „sceptyków” przebić w merytorycznej dyskusji, kiedy prezentowali stanowisko jednoznacznie negujące wpływ człowieka na ziemski klimat. Było tak dlatego, gdyż absurdalność tej tezy mogła odstręczyć od niej ludzi logicznie myślących. Natomiast kiedy „sceptycy” częściowo zdają się zgadzać z ustaleniami nauki, sytuacja jest znacznie trudniejsza, gdyż w oczach publiki mogą się jawić jako osoby kompetentne, zaznajomione ze stanem badań i rozumiejące metodologię naukową, która zakłada otwartość dyskursu i niepewność (czyli sceptycyzm właśnie). Przeciętny człowiek nie ma szans, by odróżnić sceptycyzm wpisany w metodologię nauki od „sceptycyzmu” będącego relatywizmem, zwłaszcza że aktualny trend socjalno-społeczny premiuje tak zwany „indywidualizm”. Każdy ma prawo (pozornie oczywiście) być podmiotem dyskusji, może wypowiadać własne opinie, a Internet wbija nam do głowy przekonanie o demokratyzacji wypowiedzi: opinia aptekarza na temat klimatu jest równie wartościowa co opinia klimatologa. Minister Kowalczyk używa bardzo bezpiecznego słowa „chyba” - więc może się jawić jako osoba sceptyczna właśnie, wyważona i otwarta na dyskusje. Stosuje też inny obezwładniający chwyt retoryczny, mianowicie wypowiada się w pierwszej osobie liczby mnogiej, budując w ten sposób pozór porozumienia z odbiorcami, a jednocześnie znosząc hierarchię posiadania wiedzy. Panie ministrze, są tacy, co wiedzą... Kolejny zabieg pana ministra to przywołanie wiecznie żywego argumentu z wulkanami. Chociaż ten argument został już dawno temu zdruzgotany przez pomiary emisji CO2 – to długo będzie jeszcze zadziwiał publikę, ponieważ jest po pierwsze skutecznie obrazowy (wręcz mityczny), po drugie był powtarzany przez lata, a, jak wiadomo, kłamstwo wielokrotnie powtarzane itd. Na początku cytowanej wypowiedzi Henryk Kowalczyk dobitnie stwierdza „Na pewno działania człowieka wpływają...”. Tym sposobem zdaje się oddawać cesarzowi, co cesarskie, czyli prezentuje się jako osoba kompetentna, zgadzająca się z ustaleniami oficjalnej nauki. Ale, jak już napisałam, w dalszej części wypowiedzi relatywizuje to twierdzenie, otwierając tym samym szerokie pole wątpliwości, „sceptycyzmu”. Miałam okazję uczestniczyć na spotkaniu, dotyczącym smogu, z panem ministrem w moim mieście. Strategia wystąpienia pana ministra była identyczna, jak struktura cytowanej wypowiedzi. Pozwolę sobie w skrócie to opisać. Na początku padła teza: Powietrze macie tutaj bardzo złe (uznanie faktów). Po czym pan minister obwieścił, że w innych krajach też jest złe (relatywizacja). Następnie padło stwierdzenie, że spalanie węgla na pewno powoduje smog (uznanie faktów). Po czym pan minister zapewnił, że rząd wprowadza normy dotyczące jakości spalanego węgla (relatywizacja szkodliwości spalania węgla). Kiedy zabrałam głos i powiedziałam, że te normy zostały przez rząd obniżone, usłyszałam twierdzenie, że jednak „normy jakieś mamy”, zatem walka ze smogiem jest prowadzona (odwrócenie kota ogonem). Głosuję za przyznaniem wypowiedzi ministra tytułu Klimatyczna Bzdura Roku 2018 z racji jej manipulatorskiego charakteru.
Kinga Bargieł - 26-01-2019 12:53
Najbardziej śmieszy mnie fragment o tym, że wulkany emitują 100 razy mniej CO2 niż człowiek
Alicja Gostomska-Welter - 26-01-2019 09:49
Brak podstawowej wiedzy u Ministra Środowiska to jakaś kpina
Michał Kosakowski - 25-01-2019 18:27
Wydaje mi się nieprawdopodobnym, żeby osoba pełniąca funkcję Ministra Środowiska wykazywała się ignorancją w tak elementarnych kwestiach, ta wypowiedź brzmi jakby ktoś napisał ją na potrzeby czarnej komedii.

© Copyright 2018
Klimatyczna bzdura roku